Cabo da Roca i wybrzeże Estramadury

Lizbona – Lizboną, zabytki – zabytkami, ale to co nam się najbardziej podobało w czasie naszego pobytu w Portugalii to miejsca nie tknięte ręką człowieka. Natura tworzy najpiękniejsze krajobrazy - skaliste wybrzeże, formacje skalne wyrastające wprost z oceanu i piękne plaże. O ile w Lizbonie turyści są obecni cały rok to poza stolicą w miejscach typowo turystycznych panuje senna atmosfera i często mieliśmy wrażenie, że jesteśmy kompletnie sami :)
Najdalej wysunięty na południowy-zachód kraniec Europy - przylądek Cabo de São Vicente mieliśmy już odhaczony z listy w roku 2013. Tym razem przyszedł czas na inny najdalej wysunięty punkt kontynentu – przylądek Cabo da Roca - położony niedaleko Lizbony był jednym z naszych głównych celów.
Cabo da Roca jest najdalej wysuniętym na zachód punktem kontynentu europejskiego. W najwyższym miejscu wznosi się ponad 140 m ponad poziom Atlantyku skąd niemal pionowo opada urwistymi klifami do oceanu. Na przylądku jest pomnik z wiele znaczącym napisem „gdzie ląd się kończy, a morze zaczyna” oraz niewielka latarnia morska wybudowana w roku 1772 roku.




Od znanych kurortów portugalskich Estoril i Cascais, wzdłuż parku krajobrazowego Sintra-Cascais przez Cabo da Roca aż do miejscowości Azenhas do Mar ciągną się plaże i wybrzeże klifowe będące ulubionym miejscem spędzania czasu lizbończyków i turystów przybywających w okolicach Lizbony w sezonie letnim. Nam, oprócz oczywiście przylądku Cabo da Roco, spodobały się również:

Boca do Inferno czyli „wrota piekieł” – jedna z największych atrakcji Cascais, miejsce gdzie atlantyckie fale z hukiem wpadają w niewielkie wrota skalne i które możemy obserwować z platformy widokowej



Cabo Raso – przylądek między Cascais a Cabo da Roca z pięknymi klifami i wielkimi falami




Praia do Guincho – szeroka i duża plaża w pobliżu Cascais



Praia da Abano – malutka, urocza i kamienista plaża nieopodal Praia da Guincho


Praia da Ursa – malownicza i trudno dostępna plaża najbliżej Cabo da Roca; ze względu na pogodę nie zeszliśmy na sam dół do plaży



Praia Grande – długa plaża otoczona wzgórzami, na których podobno można się doszukać skamieniałych tropów dinozaurów; ze względu na fale praktycznie nie było widać plaży :(


Praia das Macas czyli plaża jabłek

Niemniej ciekawie jest po przeciwnej stronie Tagu – na półwyspie Setubal. Ciągnące się dziesiątkami kilometrów piaszczyste plaże od Costa da Caparica przez Cabo Espichel, Sesimbrę i całe wybrzeże leżące u stóp gór Serra da Arrabida, aż po samo miasto Setubal. Niewątpliwą atrakcją naszej jednodniowej wycieczki na półwysep Setubal były również przejazdy wspominanymi wcześniej oboma mostami Lizbony – najdłuższym w Europie Ponte Vasco da Gama i Ponte 25 de Abril. Jeden dzień to było zdecydowanie za krótko. Na półwyspie najbardziej spodobały nam się:

Cabo Espichel – spory przylądek na południowo-zachodnim krańcu półwyspu Setubal z urwistymi klifami, rewelacyjnym widokiem i opuszczonym Sanktuarium Nossa Senhora do Cabo Espichel




Sesimbra – typowo turystyczna miejscowość z wielką plażą, dużym portem rybackim i fortecą w środku miasta



Plaże i widoki wzdłuż gór Serra da Arrabida z widokiem na półwysep Troia




Wszystko o czym napisaliśmy powyżej to tak naprawdę bliskie okolice Lizbony. My jednak swoje pierwsze dni spędziliśmy z dala od Lizbony w cudownej miejscowości Nazare, położonej nad samym oceanem, w przytulnym hotelu Adega Oceano. Była to nasza baza wypadowa do atrakcji o których napiszemy w kolejnym wpisie. Samo Nazare do niedawna rybacka osada to już teraz sporej wielkości kurort. I trudno się temu dziwić – tak długiej i szerokiej plaży nie widzieliśmy już nigdzie indziej. Dodatkową atrakcją jest ponad 100 metrowej wysokości pionowy klif zamykający plaże w Nazare od południa. Na szczycie klifu leży osada Sitio skąd roztacza się wspaniała panorama całego Nazare i okolic. Do Sitio można dostać się szosą, schodami czy kolejką szynową. W centralnym punkcie Sitio, niedaleko punktu widokowego, znajduje się kościół Nossa Senhora de Nazare. W Nazare już pierwszego dnia wycieczki byliśmy świadkami pięknego i kolorowego zachodu słońca.




W drodze z Nazare do Lizbony zahaczyliśmy o kurort Peniche. Kilkaset lat temu była to jeszcze wyspa – obecnie półwysep połączony wąskim przesmykiem z lądem z wieloma atrakcyjnymi plażami. Na jednej z nich podobno można obserwować największe fale w Portugalii tzw. supertubos. Mowa o plaży Praia do Medao zwanej właśnie Suprtubos. Fale jakie widzieliśmy rzeczywiście były ogromne i pomimo kiepskiej pogody amatorów surfingu nie brakowało.


Samo Peniche było o tej porze roku opustoszałe – w typowej dla nas porze obiadowej niestety wszystkie lokale były zamykane na kilkugodzinną przerwę (dotyczy to wszystkich knajpek w turystycznych miejscowościach) i niestety odjechaliśmy z Peniche rozczarowani (kulinarnie) i głodni. Jedyne godne uwagi miejsce zabytkowe to Fortaleza z XVI wieku strzegąca portu.

Najciekawiej jednak było na samym krańcu półwyspu na i w pobliżu Cabo Carvoeiro skąd widać było pobliskie wyspy Berlenga. Tam doświadczyliśmy co znaczy potęga oceanu - rozbijające się o skaliste wybrzeże fale „wyskakiwały” na wysokość kilku metrów. Byliśmy świadkami jak jeden z nieuważnych turystów znalazł się w niewłaściwym miejscu i doświadczył nie do końca chyba przyjemnej kąpieli. Praktycznie nie dało się robić zdjęć, bo wszędzie dookoła unosiła się mokra chmura i obiektyw sekundę stawał się mokry, a później niemal biały od zaschniętej, słonej wody Atlantyku. Część zdjęć nosi właśnie śladu „zaplamionego” Atlantykiem obiektywu.



Zgodnie stwierdziliśmy, że to były najlepsze momenty całego wyjazdu do Portugalii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Karolina i Maciek , Blogger