Alesund, Hjørundfjord i Alpy Sunnmøre
0
NORWEGIA
Norwegia chociaż pod względem powierzchni jest zdecydowanie większa od Polski ma ponad siedmiokrotnie mniej mieszkańców i jest drugim, po Islandii, najrzadziej zaludnionym państwem w Europie. Tą statystykę czuć było każdego dnia i często zastanawialiśmy się czy mijane po drodze wioski i miasteczka są prawdziwe czy stanowią tylko dawno opuszczoną scenografię jakiegoś nie znanego nam filmu :) Po kilku dniach spędzonych z dala od większych miejscowości, dojeżdżając do Alesund liczyliśmy, że właśnie tam podpatrzymy prawdziwe miejskie życie Norwegów, pełne sklepów, kawiarni i gwarnego tłumu - w końcu to podobno najpiękniejsze miasto Norwegii. Szybko przekonaliśmy się, że Alesund nie odbiega niczym od norweskich „standardów” jednak pod względem widoków jest wyjątkowe.
Przygotowując się do wyjazdu sporo nasłuchaliśmy się o wręcz obsesyjnym przestrzeganiu przepisów ruchu drogowego w Norwegii, o tym, że nie ustąpienie pieszemu jest nieakceptowalne dlatego największym strachem napawała nas myśl, że pewne nawyki zza kółka wezmą górę i źle się to dla nas skończy. Na miejscu okazało się jednak, że trudno przekraczać prędkość kiedy drogi są wąskie i kręte, prowadzą po górskich odcinkach, a autostrad jak na lekarstwo… Doszło do tego, że gdy my na ograniczeniu do 40 km/h jechaliśmy dokładnie 40 km/h, nieraz wymijali nas zniecierpliwieni tubylcy. Wjeżdżając w teren zabudowany obsesyjnie wypatrywaliśmy pieszego hamując już 100 m przed pasami, ale… żadnych pieszych nie było - wszędzie pusto i wymarło :) W większości mijanych miejscowości znajdowało się jedno większe skrzyżowanie, ruch praktycznie żaden i nawet w dni robocze nie było widać żadnego nerwowego pośpiechu. Nie chcąc niczego ujmować Norwegom, ani nie tłumacząc drogowego piractwa, stwierdzamy, że w takich warunkach po prostu jest łatwiej - i jeździć wolniej i generalnie żyć wolniej i spokojniej.
Trasę do Alesund postanowiliśmy sobie trochę urozmaicić i wczesnym rankiem z campingu w Stryn ruszyliśmy wzdłuż fiordów do miejscowości Ørsta skąd szutrową drogą Fv70 dotarliśmy do pierwszego celu tego dnia do Hjørundfjordu – jednego z ładniejszych i niestety mało docenianych fiordów w Norwegii, otoczonego najpiękniejszymi norweskimi górami - Alpami Sunnmøre. Charakterystyczne, ostre wierzchołki Alp Sunnmøre już wcześniej wywarły na nas ogromne wrażenie gdy oglądaliśmy zdjęcia z tych okolic na Instagramie i po raz kolejny rzeczywistość nie rozczarowała bo naprawdę było tam pięknie. Następnie udaliśmy się wzdłuż Hjørundfjordu w kierunku przeprawy promowej Festøya - Solavågen i dalej do głównego celu – Alesund.
Samo Alesund to miasto wyjątkowe z unikalną architekturą secesyjną położone na półwyspie otoczonym licznymi wysepkami i górskimi szczytami Alp Sunnmøre. Unikatową zabudowę miasto „zawdzięcza” pożarowi z 1904 roku, który obrócił całe centrum Alesund w popiół – spłonęło ponad 850 domów, na szczęście mimo ogromu strat, tylko jedna osoba zginęła. Architekci zadali sobie wiele trudu aby wkomponować zabudowę w to niesamowite miejsce i w ciągu zaledwie trzech lat miasto odbudowano w modnym w tamtym czasie stylu secesji. Powstał dzięki temu niesamowity miks dzieła natury i ludzkich rąk. Tamtego dnia mieliśmy zdecydowanie najlepszą pogodę w ciągu całego naszego pobytu co niewątpliwie wpłynęło na nasze wrażenia, gdyż najpierw piękne słońce, a później ciepłe światło przy jego zachodzie sprawiało, że miejsce to prezentowało się naprawdę bajecznie.
Do Alesund dotarliśmy już około 14:00 i od razu skierowaliśmy się na camping Volsdalen – co ciekawe był to nasz najtańszy camping w Norwegii (110 NOK). Wiedzieliśmy, że Alesund jest najpiękniejsze wieczorem i o zachodzie słońca, więc dopiero o 18:00 postanowiliśmy udać się w niewątpliwie najlepsze miejsce do podziwiania panoramy miasta i otaczających go wysp – na wzgórze Aksla.
Schodząc ze wzgórza Aksla po schodach liczących 418 stopni dotarliśmy do centrum miasteczka i tu jak wcześniej wspomnieliśmy małe zaskoczenie, ponieważ snuliśmy się po uroczych uliczkach praktycznie sami. Co prawda mijaliśmy sporo kawiarni, sklepów ale były one w większości puste :) A propos sklepów, „skandynawski styl” kojarzący się z wyrafinowaniem i surową elegancją w Norwegii dotyczy raczej architektury bo jeżeli chodzi o modę to niekoniecznie...na ulicach i w sklepach dominują trekkingowe buty i górskie ciuchy. Jednak dzięki temu w swoich sportowych ciuchach czuliśmy się tak samo świetnie zarówno w górach jak i w centrum Alesund – pełen luz :)
Samo zwiedzanie miasta zajęło nam niewiele ponad godzinę, więc zainspirowani tablicą informacyjną na wzgórzu Aksla postanowiliśmy zobaczyć okoliczne cztery wyspy Valderoy, Vigra, Giske i Godoy, które połączone są trzema podmorskimi tunelami i jednym mostem. Najbardziej podobało nam się na ostatniej z wysp Godoy gdzie dojechaliśmy do położonej na samym końcu wyspy miejscowości Alnes z malowniczą latarnią morska i portem rybackim. Za Alnes podziwiać już można tylko bezkres Atlantyku. Widoki na całej trasie - coś pięknego.
Po „Tour de 4 island” wróciliśmy ponownie na Aksla aby zobaczyć Alesund o zachodzie słońca.



































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz